Wyznaczanie celów i jego absurdy

Cholerny budzik. Jak mi dobrze w tym łóżku, jeszcze pięć minutek. No to jeszcze pięć. Dobra, ostatnie pięć. Już ta godzina? Rany, zaraz się spóźnię. Znowu serce wali jak oszalałe. Szybko, szybko. Gdzie telefon, klucze, kluuucze! Dobra, są. Ubieram się półprzytomnie. Jadę do pracy chyba na jakimś autopilocie. Znowu szef, znowu problem, znowu moja wina. Zawsze się mnie czepiają. Spoglądam na zegarek. Boże, jeszcze tyle godzin! Nie, dobra, wytrzymam, dam radę. Potem wrócę do domu i odpocznę. Zajmę się tym, co lubię. Zjem coś, może poczytam. Ale nie, kurczę, dzisiaj fitness. Cóż, żeby zrzucić trochę wagi, to trzeba pocierpieć. To później poczytam, jak wrócę. Wparowuje do domu niemalże z prędkością światła. Normalnie zasługuje na medal! Odgrzewam obiad, przebieram się, macham hantlami i z powrotem do domu. Miałam poczytać, ale nie mam siły. Ledwo się trzymam na nogach. To może w łóżku. Litery się zlewają. To nie ma sensu, trzeba iść spać, bo jutro ten sam maraton. I po co ja w ogóle łażę do tej pracy? Żeby mieć kasę. A po co mi kasa? Żeby robić to , co lubię. No ale kiedy? Jak ja już nawet nie mam siły, żeby robić to, co lubię. Muszę coś zmienić, tylko jak? I w dodatku nie mogę spać. Będę liczyć wstecz, 30, 29….. O nie, znowu budzik, psia mać!

Tak, kiedy mamy dość rutyny, często dochodzimy do błyskotliwego wniosku, że trzeba coś zmienić. Bo ile można żyć czekając na weekend, który i tak psujemy myślą , że w poniedziałek to samo? A poza tym, dławimy się słowem „zmiana”. Zmiana? Jaka zmiana? Kiedy? Jak to zrobić? I wtedy mogą wpaść nam do głowy pomysły w stylu „zacznę jeździć na rowerze 20 minut dziennie” albo „zapiszę się na angielski”. Tak, świetne postanowienie. Ale często rower czy angielski po jakimś czasie zaczyna nas frustrować, bo staje się kolejnym elementem tego, czego chcieliśmy uniknąć przecież. Bo znowu coś „musimy”, znowu lecimy na złamanie karku i klniemy w duchu, ze jak zwykle wszystkie miejsca parkingowe w tym parszywym mieście są zajęte. Niezwykle rzadkim zjawiskiem występującym w przyrodzie wydaje się być tzw. „chwila dla siebie”, wiec kiedy nam się ona przytrafia, to często mamy mętlik w głowie bo przecież chcielibyśmy ją efektywnie wykorzystać. Możemy wtedy np. usiąść wygodnie i pod logiem Google wpisać słowa „zmiana osobista”, by natrafić na wiele „dobrych rad”, które sprowadzają się do czegoś w stylu:

Jeśli chcesz zmienić swoje życie, MUSISZ przestać się skupiać nad tym czego nie chcesz, a zastanowić się nad tym czego chcesz. MUSISZ wyznaczyć sobie cele, które chcesz osiągnąć. (Cóż wg mnie, ciężko w ciągu kilku sekund przestawić się na nowe tory myślenia, jeśli do tej pory miało się przekonanie, że życie jest ciężkie i wszystko przychodzi z koszmarnym trudem, a ten kraj jest beznadziejny, drogi są fatalne, ciągle leje, urzędnicy siedzą za biurkami za nasze pieniądze, a uprzykrzanie życia innym to dla nich jedyne źródło radości. Ale wróćmy do wszechobecnych „dobrych rad”). Wyciągnij kartkę papieru i spisz swoje cele, pamiętając o następujących zasadach: (I teraz należy przygotować się na prawdziwą litanię i mieć w zanadrzu mnóstwo cierpliwości. Jeśli jesteś w stanie przypomnieć sobie najnudniejszy przedmiot, który miałeś w szkole, możesz mieć wrażenie, że następuje swoiste deja vu)

Cel musi być:

1. Sformułowany w czasie teraźniejszym

2. Powinien być ekologiczny, czyli zgodny z Twoimi wartościami i nieszkodzący nikomu.

3. Zależny od Ciebie w 100 procentach

4. Pozbawiony sprzeczności na poziomie świadomym i podświadomym.

5. Określony w czasie

6. Realny

Ta lista jest o wiele dłuższa, lecz moim „CELEM” na pewno nie jest zanudzanie Ciebie, drogi Twórco. Kiedyś trafiłam na podobne kryteria. Teoria teorią, pomyślałam, ale przetestujmy, co tam „mądrzy” ludzie sobie wymyślili. Postanowiłam zacząć od czegoś prostego. (No gdzie od razu wyskakiwać z lotem na księżyc? Małe kroczki, małe kroczki!) Uwaga, wyznaczyłam sobie cel „wypić kawę”. No bo lubię. Zapisałam na karteczce w czasie teraźniejszym: „piję pyszną kawę”. Ok, dałam rade, to było banalne. Dalej, ekologia, czy moje picie kawy jest ekologiczne? Hmmm, czy to jest zgodne z moimi wartościami? Eh, no chyba tak, ale zaraz, przecież nie lubię szkodzić nikomu, a kawa może być szkodliwa bo wypłukuje magnez z organizmu. A ci wszyscy biedni ludzie, którzy czasem pracują na plantacjach za grosze, żebym mogła sobie kawę wypić? Jeśli tak zrobię, przyczynię się do ich niedoli. O rany, to może lepiej nie? Dobra, trójka. Czy picie kawy jest zależne ode mnie w stu procentach? A nie jest? Eh, no właśnie nie jest, bo ja tam mogę sobie wodę wstawić w czajniku, ale ktoś musiał się napracować, by wodę dostarczyć do mojego domu, nie wspominając o tych wszystkich odpowiedzialnych za zebranie, palenie, dystrybucje kawy, utrzymanie supermarketu, w którym ją kupiłam i dostarczenie gazu do mojej kuchenki. Jeny, przecież to jest zależne od tysięcy ludzi. Fiasko na całej linii z tą trójką. Czwórka, o Boże, co to w ogóle znaczy? Wyobrażę sobie ze osiągam ów cel i zobaczę jak się z tym czuję, przeanalizuję, co mówi moje ciało, umysł i moja dusza… Eee, nic nie mówi, jest normalnie. 5. Określony w czasie. To już zawaliłam, bo miało być 10 minut, a ja rozmyślam nad strategią od 15stu. 6.Realny. E tam, ja już nie wiem co jest realne, a co nie, nie będę pila kawy. Włączę sobie telewizor. Ale już zaczęłam wątpić, że i to potrafię osiągnąć.

Oczywiście, przedstawiłam tę sytuację w sposób bardzo przerysowany. Ale gdyby wziąć te „dobre rady” dosłownie, można by dojść do absurdalnych wniosków i zniechęcić się do czegokolwiek, po czym stwierdzić, że już nasza rutyna przy tej coachingowej paplaninie wydaje się lepsza. Też byłam w punkcie w którym mnie olśniło: „dobra, chcę chce żyć inaczej”. I zaczęły się poradniki i Google. I jeszcze głębsza frustracja. Ciężko jest nagle przy każdym celu zastanawiać się na ile on szkodzi lub nie szkodzi Tobie i innym, rozbierać wartości na czynniki pierwsze. I dlaczego cel miałby być całkowicie zależny od nas? Czy nie wolno nam za tym marzyć o zbudowaniu domu, bo nie umiemy wypalać cegieł, albo ze ktoś nas pokocha, bo nie sterujemy umysłami innych? Cel ma być realny? Zazwyczaj jak zaczynamy marzyć, karcimy siebie, że „to niemożliwe” i nie osiągamy niczego. Ale na dobrą sprawę, jakież są granice realnego? Do 1954 roku naukowcy twierdzili, że niemożliwe dla ludzkiego organizmu jest pokonanie jednej mili w czasie krótszym niż 4 minuty. Aż pojawił się Roger Bannister i rezultat 39.59.40 (który z resztą od tamtej pory był pobity wielokrotnie). Kiedyś niewyobrażalne było, by człowiek mógł się wzbić w powietrze. Tezę tę obalili najpierw bracia Montgolfirowie, potem bracia Wright, a dzisiaj Lot, Lufthansa czy British Airways. Poza tym, jeśli już oglądamy się na naukę, to weźmy pod uwagę fizykę kwantową która sugeruje, że rzeczywistość jest wirtualna i zależna od świadomego obserwatora. Zdaje się że „niemożliwe” to coraz częściej głupi mit. No a co z określonością w czasie? Czy to nie jest relatywne? Czy oznacza to, że jeśli chcę wiele osiągnąć, muszę poczekać do dziewięćdziesiątki? Są ludzie, którzy dorobili się fortuny w mgnieniu oka, ale i tacy, którzy odkładają na system stereo przez wiele lat wciąż nie mogą go kupić, bo to, bo tamto. Cóż, jeśli zaś uda Ci się osiągnąć cel wyznaczania celów wedle owych kryteriów, to kłaniam się niziutko, jesteś Mistrzem.

Sęk w tym, że jesteś Mistrzem i bez tego. I nie musisz się zmieniać, by Twoje życie stało się niesamowite, by każda sekunda była najlepszą sekundą, jakiej do tej pory doświadczyłeś. I jeśli już wiesz, że Twój potencjał jest nieograniczony, masz już wszystko, czego Ci potrzeba. Jeśli zaś czujesz, że nie masz podstaw, by tak myśleć o sobie, a chcesz sterować swoim życiem, możesz zacząć od podkręcenia swojej wyobraźni na maksa i wziąć ową szeroko polecaną karteczkę i długopis i zacząć od słów „Zarabiam 20 tysięcy miesięcznie, mam dom z widokiem na morze, jeżdżę bmw”. I co? Nie stać Cię na więcej? Skreśl to i napisz coś 10 razy lepszego. Hej, ale nawet to co teraz napisałeś, to nie są szczyty Twoich zdolności. Pisz i skreślaj tak długo aż zobaczysz siebie jako osobę, dla której nie ma nic niemożliwego. I jeśli świadomie się powstrzymujesz, bo to taki idealizm, bo trzeba twardo stąpać po ziemi, to pamiętaj, że nawet jeżeli osiągniesz  w relatywnie krótkim czasie jedną czwartą Twojego ostatecznego celu, dostrzeżesz ze udało Ci się zdobyć nieskończenie więcej niż tym, którzy siedzieli i zastanawiali się, jak małymi kroczkami i ekologicznie dorobić się samochodu. Bo cokolwiek możesz sobie wyobrazić, jesteś w stanie to osiągnąć. Wiec daj się ponieść, nie bój się przełamywania stereotypów w swojej głowie. To Twoje życie, nie ich. Jesteś unikalny i możesz wszystko.

 

Social tagging: > > > > > > > > >

Komentarze zamkniete.

  • RSS RSS: hipnowieści z Hipnotransfery

  • Artykuły

  • Najnowsze komentarze

  • Kategorie Artykułów

  • Top